środa, 9 listopada 2016

Prosta pizza z oliwkami

Może z tym "prosta" to przesadziłam. Zapewne większość pomyślała o gotowym spodzie dyktopodobnym, posmarowanym koncentratem bądź keczupem i posypanym serem. Musze Was rozczarować. Żeby zjeść naprawdę dobrą pizzę, trzeba trochę postać w kuchni... albo zamówić ją w pizzerii. Ale uwierzcie mi, że nie przyniesie Wam to aż takiej satysfakcji jak ta własnoręcznie zrobiona.
 


rozczyn
  •  50 g świeżych drożdży
  • 1/2 szklanki ciepłej wody
  •  1 łyżeczka cukru 
  • 3 łyżki mąki 
W ciepłej wodzie z dodatkiem cukru, rozpuszczamy drożdże. Następnie dodajemy mąkę i dokładnie mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Rozczyn przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na kilka minut. W momencie gdy na powierzchni pojawią się pęcherzyki jest on gotowy do użycia.

ciasto 
  • 3 szklanki mąki
  • 2 łyżki oliwy
  • szklanka ciepłej wody
  • łyżeczka soli
Mąkę przesiewamy przez sitko , dodajemy rozczyn, sól i oliwę oraz wodę i dokładnie wyrabiamy przez 10 min. Można to zrobić albo robotem z odpowiednią końcówką albo używając siły rąk. Potraktujmy to wtedy jako trening. Dobrze wyrobione ciasto będzie elastyczne i łatwo odejdzie od ręki. Wyrobione ciasto przykrywamy ściereczką i odkładamy w ciepłe miejsce na godzinę.

sos 
  •  szklanka koncentratu pomidorowego 
  • szklanka ciepłej wody
  • pół średniej cebuli pokrojonej w kostkę
  • mała marchewka
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1 łyżeczka bazylii
  • 1 łyżeczka czerwonej papryki w proszku
  • 2 łyżeczki cukru
  • 2 liście laurowe
  • sól, pieprz
  • łyżka oleju
Cebulę lekko podsmażamy na oleju. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek. Marchewkę drobno ścieramy na tarce i dodajemy do garnka. Całość dusimy pod przykryciem 2 minuty. Dodajemy przyprawy, koncentrat oraz wodę i dusimy pod przykryciem około 20 minut.


składnik na pizze 
  • 300 g sera twardego drobno startego
  • 1/2 szklanki oliwek czarnych 
  • 1/2 szklanki oliwek zielonych
  • 1/2 cebuli pokrojonej w półplasterki

Wyrośnięte ciasto cienko wałkujemy i przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia(niekoniecznie). Powierzchnie pizzy smarujemy cienko sosem i posypujemy serem i układamy dodatki. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 250 stopni przez około 10-15 minut. 



środa, 28 września 2016

Zapiekanki ze szpinakiem i szynką

Wstajesz rano i zastanawiasz się co zjeść. Na zewnątrz coraz bardziej zimno. najchętniej przykryłabym się kołdrą aż po czubek nosa i zasnęła w sen zimowy. Ale się nie da ... głód zbytnio doskwiera, by móc ot tak usnąć. Może zapiekanki? Takie inne. Takie dobre. Ciepłe i chrupiące. A do tego zielona herbata ...



  • 2 szklanki rozmrożonego szpinaku 
  • pół małej cebuli pokrojonej w kostkę
  • 4 pasterki szynki 
  • 3 łyżki majonezu 
  • 100g żółtego sera, drobno startego
  • 1/2 łyżeczki granulowanego czosnku
  • sól, pieprz
  • 2 paluchy orkiszowe
Paluchy przekrawamy na pół i wydrążamy środek. 
Cebulę podsmażamy i dodajemy szpinak. Dusimy przez 5 minut i odstawiamy do ostygnięcia. 
Szynkę kroimy na małe kawałki. Dodajemy szpinak, ser, majonez oraz przyprawy. Wszystko mieszamy i nadziewamy wydrążone bułki. Pieczemy 10-12 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni. 

 

Zupa z warzyw korzeniowych z pulpecikami drobiowymi

Bardzo aromatyczna zupa z białych warzyw. Lekko korzenna, a jednocześnie orzeźwiająca za sprawą cytrynowego smaku pulpecików.
Moim gościom smakowała. A uwierzcie mi, że przyjemność z patrzenia, gdy ktoś zajada się czymś, na co poświęciłeś trochę czasu jest ogromna. Więc Drodzy Czytacze, chwalmy naszych osobistych kucharzy, bo robią to z sercem. Specjalnie dla Was.

zupa
  • 3 duże pietruszki 
  • 1 duży seler 
  • 3 średnie ziemniaki 
  • 1 mała cebula
  • 2 ząbki czosnku 
  • 1 litr bulionu warzywnego
  • 1/3 łyżeczki mielonego imbiru 
  • 1/2 łyżeczki kuminu rzymskiego 
  • 2 liście laurowe
  • 3 ziarenka ziela angielskiego 
  • sól, pieprz
  • masło, olej
Warzywa obrać i pokroić na równe kawałki. Cebulę pokroić w kostkę. Zeszklić na jednej łyżce oleju z dodatkiem jednej łyżki masła. Następnie dodać pokrojony w plasterki czosnek oraz kumin, imbir i odrobinę soli. Całość należy lekko przesmażyć, tak żeby cebula puściła sok,a podgrzane przyprawy ulotniły swój przecudowny aromat.
Do duszącej się cebuli dodać pietruszkę i selera. Dusić około 10 minut, od czasu do czasu mieszając. Następnie zalać bulionem , dodać ziemniaki, liść laurowy i ziele angielskie.Gotować 20 minut.
Zupę po ostygnięciu zmiksować.  Jestem zwolennikiem, aby przy doprawianiu zup,  soli i pieprzu używać na sam koniec. Wtedy wszystkie składniki w pełni oddały już swój aromat i smak potrawie, i dokładnie wiemy ile soli i pieprzu należy dodać.


pulpeciki
  • 500 g mięsa mielonego z indyka 
  • 1 cytryna
  • 2 łyżki drobno posiekanego koperku
  • sól, pieprz
Do mięsa dodać otartą skórkę z cytryny, sok, koperek. Oczywiście nie muszę przypominać, żeby wcześniej takową cytrynę wyszorować pod gorącym strumieniem wody. Całość doprawić solą i pieprzem.
Masę należy dobrze wyrobić. Będzie o wiele łatwiej nam uformować pulpeciki, a także zapobiegnie to pękaniu podczas gotowania. Wielkość zależy od Was, natomiast pamiętajcie, że jest to dodatek do zupy i wygodniej zrobić mniejsze.
Gotować partiami  w osolonym wrzątku. Po wypłynięciu odczekać jeszcze 2-3 minuty i wykładać.



wtorek, 13 września 2016

Sernik kokosowy

Minęło 1,5 roku, a ja znowu stałam się kulasem. No cóż, Bywa.
Zacznijmy od tego, że z powodu kontuzji w pracy bywam rzadko. I być może dla niektórych byłaby to najpiękniejsza rzecz pod słońcem, ale powiedzmy sobie szczerze, że wpatrywanie się w śnieżnobiałe ściany dzień w dzień bywa uciążliwe. I tak, każdy normalny powiedziałby, że można robić tysiące różnych rzeczy ... Nie. Po prostu zaczynasz głupieć.
Także każdą wizytę w pracy, staram się odpowiednio celebrować, bo jak to, tak bez ciasta? Naprawdę nie wypada. Przecież trzeba usiąść, porozmawiać, wypić kawę/herbatę... A może przemeblujemy jakiś dział? Dajcie coś porobię? Proszeeeę ... I zazwyczaj dają.

I teraz dziewczyny wpadły w zachwyt "bo Ania, musisz mi dać przepis", " w kąpieli wodnej? nie słyszałam" ... Ehhhh.. A to takie proste.
Delikatna masa serowa z mleczkiem kokosowym, osadzona na kokosowym spodzie typu coco au miel, tylko w tym przypadku obyło się bez miodu. Został sam kokos.



Masa 
  • 1 szklanka  mleka
  • 2 szklanki wiórków kokosowych
  • 2 łyżki cukru 
  • 2 łyżki mąki 
  • 1 jajko  
Mleko zagotować z cukrem i ostudzić. Dodać wiórki kokosowe i poczekać aż napęcznieją. Następnie wsypać mąkę, dodać jajko i porządnie zamieszać, by wszystko dobrze się połączyło.
Masę wyłożyć do wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy i docisnąć do dna. Wstawić do lodówki.


Masa serowa
  • 900 gr sera mielonego 
  • szklanka cukru 
  • 5 jajek 
  • 200 ml mleczka kokosowego
  • 3 łyżki mąki 
Nie mam tu żadnej głębszej filozofii  w postaci oddzielaniu żółtek od białek, ubijaniu bądź ucieraniu. Po prostu mieszamy wszystko po kolei. Ważne jest żeby składniki odpowiednio wcześniej wyjąć z lodówki, tak by nabrały temperatury pokojowej.
Ser miksujemy z cukrem. Dodajemy kolejno po jednym jajku, mleczko i mąkę.
Pamiętajmy przy okazji, że dużo zależy od konsystencji sera. Raz są one rzadsze a raz typu "łycha stoi". Ja dodałam 3 łyżki, bo masa była luźna. Jeśli wasza będzie dość gęsta, dajcie trochę mniej.
 Wszystko dokładnie mieszamy i wlewamy na przygotowany spód. Przy czym, najlepiej to zrobić używając najzwyklejszej łyżki. Lejąc masę bezpośrednio na łyżkę będziemy mieć pewność, że masa kokosowa się nie uszkodzi.
Formę owijamy dokładnie kilkoma warstwami foli aluminiowej, co zapobiegnie przedostaniu się wody.
Wstawiamy do dużej, głębokiej blaszki i bardzo ostrożnie wlewamy gorącą wodę. Całość, zachowując wszelkie środki bezpieczeństwa, wsuwamy do rozgrzanego do temperatury 180 stopni piekarnika.
Pozostawiamy na 10 minut. Następnie zmniejszamy temperaturę do 110.
Czas pieczenia. Hmmm ... mój piekł się w sumie godzinę. Najlepiej pod koniec sprawdzić czy środek ściął się  i nie trzęsie się jak lejąca galareta. To ma być ścięta galareta. Takie lekkie wstrząsy typu slow motion. I wszystko jasne.
Upieczony sernik zostawiamy w piekarniku do ostygnięcia, a następnie powinien trafić do lodówki na przynajmniej 4 godziny. Zanim to jednak zrobimy, warto obsypać górę podprażonymi wiórkami kokosowymi.






wtorek, 3 marca 2015

Drożdżówki z budyniem

Siedzę w domu, jak to przystało na porządnego kulasa już trzeci tydzień. Oj, uwierzcie mi. Nie jest to miłe i przyjemne. Człowiekowi się nudzi niesłychanie. A jak już zacznie się nudzić, to wymyśla dziwne rzeczy. Na ten przykład, dzisiaj wysmarowałam piękny list do naszej drogiej ZTM. Bo niby czemu, po raz kolejny mam stać i patrzeć jak zabierają następne połączenie z mojego osiedla. Jak ja dojadę do warsztatu?
 Zawsze twierdziłam, że mieszkam na wsi, ale niedługo dojdzie do tego, że pozostanie nam veturilo i dwie linie tramwajowe. 
Idąc tropem protestów, chciałam napisać kolejny. A raczej wysłać zapytanie do Policji, jakim to cudem, pozwolono na protest rolników na drodze ekspresowej?? Ja się pytam, co ciągnik robi na drodze szybkiego ruchu i dlaczego rolnikom nie można wlepić za to mandatów?! Toż to jakiś absurd! 
Niestety, jak się okazało, złożenie skargi na stronie Komendy Głównej Policji nie jest takie łatwe, więc odpuściłam. 
W międzyczasie spadł deszcz, deszcz ze śniegiem, śnieg z deszczem, obie mazie plus gradopodobne coś ... a ja z przyklejonym do szyby nosem, niczym kilkuletni dzieciak, z tęsknotą wypatrywałam słońca.
A potem zachciało mi się ciasta do kawy, którą to zdążyłam już wypić ...I tak powstały drożdżówki. Ehh ... Nuda jest mecząca. 




ciasto
  • paczuszka świeżych drożdży 
  • 2 szklanki mleka
  • 1kg mąki plus dodatkowo mąka do podsypywania
  • 3/4 szklanki cukru
  • 8 żółtek 
  • 100g masła
  • szczypta soli 
  • chlust wódki
Piekąc ciasto drożdżowe, miejmy przede wszystkim świadomość, że lubi ono ciepło. 
W małym garnku podgrzewamy mleko. Do miski wrzucamy drożdże, łyżeczkę cukru i wlewamy szklankę ciepłego mleka. Mieszamy do rozpuszczenia się drożdży. Następnie dosypujemy 2-3 łyżki mąki, by mikstura uzyskała mniej więcej gęstość śmietany. Przykrywamy talerzykiem i odstawiamy w ciepłe miejsce.
W tym czasie, w dużej misce miksujemy żółtka z cukrem.Tak naprawdę możecie użyć 6 lub 7 żółtek. Ja po prostu kultywuje starą tradycję, kiedy to wyjadałam kogiel-mogiel z garnka. A jak wiadomo tradycje należy podtrzymywać, wiec jeśli nie podjadacie to wystarczy użyć 6 żółtek 
Do miski przesiewamy mąkę, dodajemy wyrośnięty rozczyn, resztę ciepłego mleka i szczyptę soli.
W garnku po mleku rozpuszczamy masło. Im mniej garów do zmywania tym lepiej.
Całość mieszamy łyżką. Następnie lejemy wódkę. Myślę, że dwie łyżki spokojnie wystarczą, ale jeśli komuś wleje się więcej, też nie będzie problemu.
Doszliśmy do momentu, kiedy to odkładamy łyżkę i zaczynamy wyrabiać ciasto ręką. Gnieciemy, klepiemy, uderzamy pięściami... Porównałabym tą czynność do masażu, ale obawiam się, że przy użyciu takiej siły, pacjent szybko by uciekł. Po kilku minutach dolewamy masło i kontynuujemy wykonywane czynności. 
Uwaga! W trakcie, ciasto może nam się zbytnio kleić do rąk. Należy wtedy dodawać po trochu nieznaczną ilość mąki. Ciasto ma być elastyczne, miękkie i ładnie odchodzić od ręki. 
Zostawiamy je w misce, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 1 godz. 

nadzienie
  • 1l mleka
  • 2 budynie o smaku waniliowym lub śmietankowym
  • 2 łyżki cukru
  • białko jajka do posmarowania
  • lukier
Budyń przygotowujemy według przepisu na opakowaniu. Odstawiamy do przestygnięcia. 

Wyrośnięte  ciasto dzielimy na części i rozwałkowujemy na placki o grubości 1cm. Nastawiamy piekarnik na 170 stopni.
Szklanką wykrawamy niewielkie placuszki. Przykrywamy ściereczką i odkładamy do wyrośnięcia na 10-15min. 
Ugniatamy środek każdego z placuszków i na to miejsce, szprycą nakładamy kleks budyniu. Całość smarujemy białkiem i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 15-20 min. 
Po upieczeniu drożdżówki możemy polać lukrem.









piątek, 20 lutego 2015

Ptysie z kremem czekoladowym

Ostatnio zapytałam mamy, czy ona bądź babcia robiły kiedykolwiek ptysie. Usłyszałam, że to trudne i pracochłonne, więc nie zawracały sobie tym głowy. Phi!  W życiu nie słyszałam gorszej wymówki. 
Otóż ciasto parzone, z którego to robi się wszelkie ptysie, eklerki, karpatki i inne francuskie słodkości, wymaga tylko kilku składników. A przy zachowaniu paru warunków możemy być pewni, że wyjdą każdemu. 




ciasto 
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1/2 szklanki wody 
  • 125 g masła
  • 1 szklanka mąki 
  • szczypta soli
  • 4 jajka
Rozgrzewamy piekarnik do 200°C. 
W garnku zagotowujemy wodę, mleko, masło i sól .
 Zdejmujemy z ognia, wsypujemy mąkę i energicznie mieszamy. Najlepiej do tego celu użyć rózgi. Będziemy pewni, że składniki zostaną dobrze wymieszane. 
Stawiamy z powrotem na ogniu i podgrzewamy przez 5 minut, aż masa zacznie odchodzić od ścianek garnka i zrobi się błyszcząca. Zdejmujemy z ognia. Masę można przełożyć do miski, ale uważam, że wystarczy wziąć odpowiednio duży garnek, tak by pomieścił on całość. Mniej do zmywania.  Studzimy 3-5 minut, mieszając raz czy dwa, aby uwolnić parę.
 Dodajemy po jednym jajku, za każdym razem bardzo dokładnie mieszając. Mieszamy, aż masa stanie się gładka i napowietrzona. Przekładamy ciasto do rękawa cukierniczego i wyciskamy na blachę wyłożoną pergaminem, zachowując duże odstępy.
Pieczemy 20-30 minut, a następnie zmniejszamy temperaturę do 175°C i podpiekamy jeszcze 5-10 minut.

Często zamiast, mieszaniny mleka i wody, używa się samej wody. Powoduje to, że ciasto jest bardziej kruche. Natomiast osobiście uważam, że z mlekiem mają one lepszy smak, i na co szczególnie powinniśmy uważać - szybciej się rumienią. Dlatego też, nie powinniśmy dodawać samego mleka. 
Temperatura pieczenia zależy od wielkości ciastek i piekarników. Można je podsuszyć, zostawiając w wyłączonym, ale nadal ciepłym  piekarniku i robiąc wykałaczką otworki, tak by uciekła z nich para.



krem
  • 250g sera mascarpone
  • 330ml śmietanki 30%
  • 2 tabliczki gorzkiej czekolady
Rozpuszczoną i lekko przestudzoną czekoladę, mieszamy z serem mascarpone. Następnie po trochu dolewamy śmietankę, w dalszym ciągu miksując. Nie powinno to trwać dużej niż 3 minuty, gdyż w przeciwnym razie śmietanka się zważy i utworzą nam się maślane grudki. Tak więc ma być szybko, lecz dokładnie. 

Ostudzone ptysie przekrawamy wzdłuż i nadziewamy kremem. Całość możemy posypać cukrem pudrem. 




czwartek, 13 listopada 2014

Dyniowy tort korzenny z dużą ilością czekolady

Ilość czekolady naprawdę poraża. W jednym torcie aż trzy tabliczki czekolady?! Hm ... a dlaczego nie? Biała w kremie i gorzka w postaci ganaszu na wierzchu. Samo tort bardzo przypomina mi piernik. Taka ostra słodycz na jesienne dni.

Przygotowanie zbiegło się z konkurencją pieczenia tortów w programie Masterchef. Czysty przypadek, bo zazwyczaj telewizor jest wyłączony z prądu. I tak dowiedziałam się, że tort musi być słodki. Tak. Zdecydowanie mój taki jest. 





ciasto
  • 4 jajka
  • 3/4 szklanki cukru 
  • 3/4 szklanki puree z dyni 
  • 3/4 szklanki maki 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki sproszkowanego imbiru
  • 1/3 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 1/3 łyżeczki zmielonych goździków
 Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Środek okrągłej formy smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą.
 Puree z dyni mieszamy z przyprawami i  podgrzewamy. Odstawiamy do ostygnięcia. E tym czasie masa nabierze aromatu i przejdzie smakiem przypraw.
Białka ubijamy na sztywną pianę.
Żółtka ucieramy mikserem, stopniowo dodając po trochu cukier. Po kilku minutach ucierania masa stanie się biaława i zgęstnieje. Dodajemy  puree dyniowe i mieszamy. Dodajemy przesianą mąkę z dodatkiem proszku do pieczenia i ponownie mieszamy. 
Do niecierpliwców. O ile etap mieszania po dodaniu dyni możesz sobie darować, to mąkę należy dokładnie wymieszać, tak abyś nie miał białawych pyłków po ukrojeniu ciasta. Niby oczywiste, ale ... No tak. Nie do końca. 
Teraz dodajemy pianę do masy dynio-jajecznej. Ja miksuję na najniższych obrotach pierwsze dwie łyżki. Resztę mieszam ręcznie. Chodzi o to, aby masa za bardzo nie usiadła. 
Ciasto przekładamy do uprzednio przygotowanej formy i wstawiamy do piekarnika na 35 minut, przy czym każdy piekarnik piecze inaczej - taka niespodzianka. Najlepszym sposobem jest wetknięcie patyczka w ciasto po jakimś czasie. Jeśli po wyciągnięciu patyczek nadal będzie oblepiony masą, czas pieczenia należy przedłużyć o kilka minut. Upieczone wyciągamy i odstawiamy do ostygnięcia. 

krem
  • 250g mascarpone
  • 330ml śmietanki 30%
  • 100g białej czekolady   


Śmietankę podgrzewamy. Wrzucamy czekoladę połamaną na kawałki i rozpuszczamy. Przykrywamy folią spożywczą, co zapobiegnie na powstaniu kożucha. Odstawiamy do ostygnięcia, a następnie chłodzimy.
Serek mascarpone spulchniamy poprzez miksowanie. Cały czas miksując dodajemy po trochu śmietanki. Róbmy to raczej na wolnych obrotach, gdyż masa łatwo może się zwarzyć. Ucieramy do momentu, aż masa zgęstnieje. Odstawiamy do lodówki.

ganasz
  • 200ml śmietanki 
  • 200g czekolady
Śmietankę podgrzewamy, a następnie dodajemy połamaną na kawałki czekoladę. Całość mieszamy, aż do uzyskania gęstej masy. Odstawiamy do ostygnięcia.
Etap końcowy. Ciasto przekrawamy na trzy części. Namaczamy mieszanką cynamonową tzn. pół szklanki  zagotowanej wody mieszamy z łyżeczką cynamonu. Tym roztworem smarujemy( najlepiej zrobić to pędzelkiem) każdy blat ciasta.
Smarujemy kremem, pamiętając by zostawić trochę na wierzch i boki.
Lekko dociskamy. Na wierzch lejemy czekoladowy gansz. Nie rozsmarowujemy go tylko pozwalamy spłynąć na boki. 

Nie ukrywam, że zrobienie takiego czy innego tortu trwa kilka godzin. Ale pracę można podzielić na etapy i tak ciasto, wręcz będzie lepsze jeśli upiecze się je dzień wcześniej. To samo tyczy się przygotowania puree z dyni. Do dzieła!



środa, 1 października 2014

Ciasto drożdżowe z dynią

 Przyszła jesień. Zieleń powoli ustępuje barwom żółtym, pomarańczowym i czerwonym. Dni stają się krótsze, a noce coraz bardziej zimne. Dom pachnie śliwkami. Wiklinowy kosz ugina się pod ciężarem grzybów, jabłek i gruszek. A ja zamiast na siłownie, mam ochotę zrobić ciasto. Hm. Nic nowego. 

Ciasta są dwa, gdyż użyłam podwójnej ilości, a raczej standardowej w przypadku mojego rodzinnego przepisu. 








 Ciasto
  • 1kg mąki, dodatkowo trochę do podsypania
  • 5 żółtek
  • 100g masła
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1,5 szklanki mleka
  • 50g drożdży świeżych
  • szczypta soli

Puree z dyni
  • 1/2 łyżeczki imbiru 
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki kardamonu
  •  1,5 szklanki puree z dyni
 Dodatki
  • powidła śliwkowe
  • 1 duże jabłko

Jeśli nie mamy puree z dyni, nic prostszego - obieramy ze skórki około 700 gramowy kawałek  dyni i kroimy na kawałki. Osobiście metoda ze ścieraniem jej na tarce bardziej przypadła mi do gustu. Wrzucamy do garnka. Dolewamy pół szklanki wody i dusimy pod przykryciem około 15 minut. Po tym czasie odkrywamy i czekamy aż część płynu wyparuje. Uwaga. Łatwo się przypala, więc radzę zamieszać co jakiś czas.  Całość miksujemy. Konsystencja powinna być dość zwięzła. Jeśli taka nie jest, powinniśmy podgotować puree tak by odparował nadmiar płynu. Odmierzamy sobie 1,5 szklanki i dodajemy przyprawy.
Równie dobrze możemy użyć gotowej mieszanki  do pierników lub szarlotki. Ze względu na obecność ziela angielskiego i gałki muszkatołowej są one bardziej ostre.


Następnie przechodzimy do etapu przygotowania  ciasta drożdżowego. Wszystkie składniki powinniśmy odpowiednio wcześnie wyjąć z lodówki, tak by uzyskały temperaturę pokojową.
Do dość sporej miseczki wrzucamy drożdże, łyżeczkę cukru i zalewamy pół szklanki ciepłego mleka. Ucieramy na jednolitą masę. Dodajemy 2-3 łyżki mąki tak by całość uzyskała gęstość śmietany 22%. Przykrywamy talerzem i stawiamy w ciepłym miejscu.

Żółtka oddzielamy od białek. Te możemy zamrozić, zrobić omlet lub bezy. Obojętnie. Białka nie będą nam potrzebne. Żółtka ucieramy z cukrem. Dodajemy przesianą mąkę, resztę mleka, puree z dyni, szczyptę soli i wyrośnięty rozczyn.
 Uwaga. Rozczyn powinien zwiększyć swoją objętość przynajmniej 2-krotnie. Jeśli tego nie zrobił, nawet nie próbujmy przejść do następnego etapu. Szkoda składników, bo ciasto i tak nie wyjdzie.

Początkowo mieszamy wszystko łyżką. Dolewamy rozpuszczone masło i ... rozpoczynamy zabawę. Nie żartuję. Wyrabianie ciasta jest jak ugniatanie masy plastycznej. Kiedyś była tylko modelina i plastelina, teraz istnieją wszelakie masy plastyczne : ciastoliny, piaskoliny, piankoliny oraz inne -liny. 
Jak wyrabiamy ciasto? Ugniatamy, rozrywamy, klepiemy, boksujemy. Bardzo dobry sposób na rozluźnienie mięśni kręgosłupa - wypróbowałam osobiście.  Jeśli ciasto za bardzo się klei podsypujemy po trochu mąki. Ma ono być elastyczne i odchodzić od ręki. Wyrobione ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 1,5 godz. w ciepłe miejsce.

Ciasto podwoiło swoją objętość, czyli jest gotowe. Wykładamy je na stolnicę i dzielimy na dwie części.
Pierwszą rozwałkowujemy i smarujemy powidłami. Zwijamy w rulon. Zaklejamy boki i kroimy wzdłuż na trzy części. Następnie przekładamy pasma na przemian zaczynając od tego z prawej strony, tak jakbyśmy chcieli zapleść warkocz. Powidła zaczną wypływać ze środka, ale uważam, że nie jest to powód do paniki. Tak ma być. 
Jest też drugi sposób. Łapiemy końce ciasta i wykonujemy ruch jakbyśmy wyciskali pranie. Panowie, błagam, chociaż raz w życiu praliście sobie skarpetki więc powinniście wiedzieć jak to wygląda. 
Ciasto przekładamy do formy wyłożonej posmarowanym masłem papierem do pieczenia.

Wersja druga- z jabłkiem jest dużo prostsza.Zarówno  ciasto, jak i obrane jabłko kroimy na plastry. Pierwszy plaster kładziemy w formie - wcześniej wyłożonej posmarowanym papierem do pieczenia. Obok plastry jabłka.  Znowu plaster ciasta ... i tak do końca. Wychodzi przekładaniec. 

Ciasta wkładamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Pieczemy 35-40 minut. Najlepiej poziom wypieczenia sprawdzić drewnianym patyczkiem do szaszłyków. Jeśli po wyjęciu z ciasta będzie suchy, tzn. że ciasto jest gotowe. 

Całość po ostudzeniu polewamy lukrem. 






niedziela, 21 września 2014

Brownie z malinami

Czy jest to brownie? Generalnie nie. Raczej określiłabym to coś jako zakalcowate ciasto czekoladowe. Pyszne, mokre, aksamitne, baaardzo czekoladowe ...




  • 200g czekolady gorzkiej
  • 200g miękkiego masła
  • 3 jajka
  • 2 czubate łyżki mąki 
  • 100g cukru 
  •  garść malin
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Mówiąc prościej kładziemy miskę z kawałkami czekolady na garnek z wrzącą wodą i czekamy aż ta się rozpuści. Nie miska. Czekolada. I uwaga na paluchy. Odstawiamy do przestygnięcia.
W tym czasie oddzielamy białka od żółtek. 
Ubijamy białka na sztywną pianę z łyżką cukru. 
Miękkie masło ucieramy z pozostała ilością cukru do białości. Masa stanie się puszysta i zwiększy swoją
objętość. Cały czas miksując dodajemy po jednym żółtku.
Delikatnie mieszamy z roztopioną czekoladą, a następnie mąką.
Na koniec dodajemy po łyżce piany i mieszamy. 
Ciasto wylewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzch posypujemy malinami i lekko  wgniatamy je w środek ciasta.
Wstawiamy do uprzednio rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na 25-30 minut. Najlepiej sprawdzić po 25 minutach, czy ciasto nadal ma płynną konsystencję. 
Smacznego!
 


Pikantna zupa dyniowa

Pomarańczowa zaraza - zjawisko występujące w środowisku motocyklistów. Postępuje dość szybko, wciągając co raz to więcej niewinnych ofiar. Mowa o KTM'ie. Pędziwiatr z kopem, który sprawia, że prócz uśmiechu na twarzy, również masz pełno błota, piachu i kurzu . Istnieje szczepionka zwana brak doświadczenia. Skutecznie chroni przed zarażeniem, aczkolwiek  najmniej dotkliwym niepożądanym działaniem leku jest ból czterech liter. Reszta wymaga długotrwalszej rekonwalescencji. 
To taka mała dygresja, ale do rzeczy.

Dynia. Dynia jest jak ziemniak - mdławy w smaku, ale dzięki mieszanką przypraw przenosi nas w całkiem inny wymiar. I nieważne czy jemy ją na słodko czy na ostro. Pamiętaj czytaczu, że spożywanie jej wzbogaca Twój organizm w witaminy, minerały a przy tym jest mało kaloryczna czyli, zamiast jednego kawałka ciasta z dynią możemy zjeść dwa.





  • 600g dyni
  • 3 średnie ziemniaki
  • średnia zielona papryka
  • średnia marchewka
  • średnia cebula
  • 500 ml wody
  • 100 ml śmietanki 30%
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka curry
  • 1/2 łyżeczki chili 
  • 1/2 łyżeczki imbiru w proszku 
  • 4-5 ziarenek kolendry 
  • 1/3 łyżeczki kminku
  • sól 
  • natka pietruszki
 Najpierw przygotowujemy warzywa. Dynię, ziemniaki, cebulę obieramy i kroimy w małą kostkę. Marchewkę po obraniu, kroimy w plasterki. 
 Ziarenka kolendry przed wrzuceniem miażdżymy. Najlepiej tłuczkiem, ale równie dobrze może być to młotek, butelka, mulititool - wszak jest uniwersalny w każdym miejscu lub co tam ciężkiego mamy pod ręką.
Do garnka wlewamy olej. Następnie wrzucamy czosnek i przyprawy.
  Chwilę smażymy aż mieszanka wytworzy aromatyczną woń. W tym momencie dodajemy cebulę i całość lekko solimy. Spowoduje to, że warzywo puści sok i mieszanina nie przypali się. Oczywiście nie odkręcajmy gazu na cały zycher, ma się to smażyć powoli. 
Dodajemy ziemniaki, marchewkę i pokrojoną w kostkę paprykę. Całość dusimy około 2 minut. Dodajemy dynię, zalewamy wodą i gotujemy pod przykryciem koło 25 minut. 
Dolewamy śmietankę i doprawiamy solą. 

Podajemy posypaną natką pietruszki. 

Smacznego! 




środa, 23 lipca 2014

Tarta brzoskwiniowa

Jeden z przepisów, którego wykonanie można powierzyć każdemu. Szybki i prosty. W sam raz na niezapowiedzianą wizytę znajomych. 




  • gotowy płat ciasta francuskiego 
  • kilogram brzoskwiń - 6 sztuk 
  • 4 łyżki cukru 
  • łyżeczka cynamonu 
 Brzoskwinie kroimy na średniej grubości plasterki. Wrzucamy na rozgrzaną patelnie. Dodajemy cukier i przesmażamy do momentu aż zmiękną i staną się szkliste. Na koniec dodajemy cynamon i mieszamy.
Ciasto kupujemy  w stanie rozwałkowanym na papierze do pieczenia, tak więc wystarczy rozwinąć rulon i wyłożyć nim formę.
Piekarnik nastawiamy na 200 stopni. 
Na wierzch wykładamy skarmelizowane brzoskwinie. Całość wstawiamy do piekarnika na 20 minut.
Podajemy z kwaśną śmietaną lub ulubionymi lodami.



czwartek, 5 czerwca 2014

Zupa z selera z dodatkiem sera brie

 Może przepis nie zupełnie na czasie, aczkolwiek różnorodność młodych warzyw karze nam eksperymentować ze smakami. Delikatny krem nadaje się i na chłodne zimowe dnia jak i na letnie.
 
  •  1/2kg korzenia selera
  •   4 gałązki selera naciowego
  •   4 duże ziemniaki
  •   1 średnia cebula
  •   100g sera brie - było 125g ale trochę zjadłam
  •   2 litry wywaru z warzyw lub kurczaka - dałam rosół
  •   300ml śmietanki 30%
  •   1 ząbek czosnku
  •   sól, pieprz

Selera, ziemniaki i cebulę obieramy i kroimy w małą kostkę. Seler naciowy kroimy w plasterki.
Całość wrzucamy do garnka na rozgrzane masło. Lekko solimy i przykrywamy. Dusimy na małym ogniu przez 15 minut, od czasu do czasu mieszając.
Gdy warzywa zmiękną dodajemy bulion. Przykrywamy i gotujemy kolejne 20-30 minut aż warzywa będą miękkie.
Miksujemy blenderem do uzyskania kremowej struktury, dodając ser i śmietankę.
Podawać z grzankami. Ten na zdjęciu jest miodowy z otrębami. Upiekłam w piątek. Potem wrzucę przepis, bo jest pyszny ... podobnie jak zupa.
Smacznego!




imgp6926.jpg

Tarta z brokułami i krewetkami

Każdy miał jakieś początki. Takie były moje. Kuchnia obfitująca w ryby i owoce morza. Dużo warzyw. Trochę w klimatach śródziemnomorskich.

ciasto:
  •   1 szklanka mąki
  •   1/4 kostki zimnego masła
  •   1/4 szklanki zimnej wody
  •   szczypta soli

farsz:

  •   około 250g różyczek brokuła
  •   spora garść mrożonych krewetek
  •   2 pomidory
  •   koperek
  •   sól, pieprz
  •   3 jajka
  •   150 ml śmietanki 30%

Mąkę, szczyptę soli i zimne masło posiekać na stolnicy. Dolać wodę i szybko zagnieść ciasto.
Owinąć w folię i wsadzić na 30 minut do lodówki.
Ciastem wyłożyć formę i ponakłuwać widelcem. Piec do momentu zarumienienia w temperaturze 200 stopni.

Różyczki brokuła zblanszować.
Krewetki przelać wrzątkiem i jeśli są one duże, pokroić na mniejsze kawałki.
Pomidory sparzyć, zdjąć skórkę i wyciąć środek z nasionami. Pokroić w średnią kostkę.
Jajka wymieszać ze śmietanką, doprawić pieprzem i solą do smaku. Dodać posiekany koperek.
Składniki farszy dobrze wymieszać i wyłożyć na podpieczony spód.
Piec około 30 minut w temperaturze 200 stopni.



Buraki faszerowane kaszą gryczaną i serem feta

Z moim jedzeniem mięsa różnie bywa, ale raczej nie należę do mięsożerców. Za to moja kuchnia nie może obejść się bez warzyw i owoców ... no i słodyczy, ale to już inna sprawa .
Natchniona przez Zieleninkę, zaczęłam kombinować nad składnikami farszu. Tu panuje pełny freestyle. Może to być kasza jęczmienna, gryczana, same warzywa z serem feta lub zwykłym białym. Och i ach, coraz to nowe pomysły na faszerowane warzywka przychodzą mi do głowy.
Tylko jest jedno małe ale! Przepis wymaga cierpliwości! Zwłaszcza przy wydrążaniu buraków. Trzeba bardzo uważać, by nie przebić buraka na wylot. Efekt jest naprawdę zdumiewający. Buraczki są bardzo dobre i sycące.


  •  7 średnich buraków

farsz

  •   torebka kaszy gryczanej
  •   opakowanie sera fety
  •   2 średnie cebule
  •   pęczek posiekanej natki pietruszki
  •   pieprz kolorowy
  •   1/2 szklanki namoczonych rodzynek
  •   odrobina syropu malinowego

Buraki umyć. Zalać zimną wodą i gotować do miękkości. Poczekać, aż trochę ostygną i zdjąć skórkę.
Kaszę ugotować. Cebulę pokroić w drobną kostkę.
Zeszklić na odrobinie oleju. Fetę pokroić w kostkę. Natkę posiekać. Wszystkie składniki farszu dokładnie wymieszać i doprawić pieprzem.
Uwaga! Nie solimy! Feta jest słona.

Wydrążyć delikatnie środek buraków, uważając aby nie zrobić dziur. Nałożyć farsz.
Zapiekać w piekarniku przez 20 minut w temperaturze 200 stopni.
Przed podaniem polać syropem malinowym.
 


Lekki deser jogurtowy

Czasami człowieka, szczególnie płeć piękną, nachodzi  nieodparta ochota na coś. Zazwyczaj słodycze. W tym momencie przeważnie zadowalamy się kawałkiem czekolady zabunkrowanym gdzieś głęboko w szafce kuchennej czy też cukierkiem, którym zostaliśmy poczęstowani, a którego o dziwo nie zjedliśmy od razu. 
Ale co w przypadku, gdy nie zadowoli nas ani jedno ani drugie? Co gdy chcemy coś lekkiego i nie mamy ochoty piec żadnych ciasteczek lub ciast? 
Otóż zabieramy swój szanowny tyłek do najbliższego sklepu i kupujemy parę produktów. Mianowicie ...


  • duży kubek jogurtu greckiego
  • duży kubek śmietanki kremówki 
  • owsiane ciastka z czekoladą
  • trochę orzeszków ziemnych, pół szklanki
  • cytrynę, z której potrzebna nam będzie jedynie skórka 
  • żelatynę 
  • cukier

Dwie łyżki żelatyny rozpuszczamy w 1/2 szklanki gorącej wody i odstawiamy do przestygnięcia. 
W tym czasie miksujemy dosyć drobno ciastka i orzeszki. Owoce, w moim przypadku były to banany, kroimy w plasterki.
Śmietankę ubijamy z dwiema łyżeczkami cukru na sztywno. Jogurt, który powinien być w temperaturze pokojowej, łyżka po łyżce dodajemy do żelatyny i dokładnie mieszamy. Następnie całość mieszamy ze śmietanką i skórką cytryny.
Na dno szklanki kładziemy łyżkę zmiksowanych ciastek, następnie owoce i masę jogurtową. czynność powtarzamy. Wstawiamy do lodówki na pół godziny by masa się ścięła. 




 Smacznego!
,

    sobota, 3 maja 2014

    Bezowe muffiny z rabarbarem

    Uwaga, uwaga. Rozpoczął się sezon na rabarbar. Kwaskowaty a zarazem lekko słodki smak, który albo pokochasz albo znienawidzisz. Idealny na kompoty i do ciast.






    ciasto
    •   150 g masła
    •   80 g cukru
    •   1 jajko
    •   2 żółtka
    •   150 g mąki
    •   1 łyżeczka sody

    beza
    •   2 białka
    •   100g cukru
    •   2 łyżki soku z cytryny
    •   1 łyżka skrobi ziemniaczanej
    •   3 łodygi rabarbaru
    •   łyżeczka cukru

    Rabarbar pokroić na małe kawałki. Zasypać cukrem i zostawić, aż puści sok.
    Miękkie masło utrzeć do białości, stopniowo dodając cukier. Następnie dodać jajko i żółtka.
    Całość wymieszać z mąką.
    Piekarnik nastawić na 160 stopni.
    Białka ubić na sztywną pianę. Dodać cukier i dalej miksując, dodać sok z cytryny i skrobię.

    Do papilotek kolejno nakładać łyżkę ciasta, łyżkę owoców i łyżkę piany bezowej. Całość nie powinna przewyższać brzegu papilotki, gdyż zarówno ciasto jak i beza urosną.
    Piec 25 do 30 minut. Stan upieczenia najlepiej sprawdzić patyczkiem. 

    Szybkie, proste a ile radochy z jedzenia? Tak z 15 minut :) 
    Smacznego!



     

     

    czwartek, 1 maja 2014

    Chinkali z serem feta i pokrzywą

    Gruzja. Kraj przepiękny, pełen niespodzianek i życzliwych ludzi. Długo mogłabym o nim opowiadać, ale chyba lepiej kupić bilet do Kutaisi czy też Tiblisi i przekonać się na własnej skórze. 
    Jedno jest pewne. Zakochałam się w tamtejszej kuchni, a chinkali stały się obowiązkowym punktem w moim jadłospisie.

    A dlaczego pokrzywa? Bo maj to idealny miesiąc by cieszyć się tym zielem. Jej młode listki idealnie nadają się na zupy, sałatki czy jako dodatek do wszelkich potraw. Substancje czynne z pokrzywy działają oczyszczająco, uwalniają organizm ze złogów toksyn, poprawiają pracę wątroby i zmniejszają nadmierną potliwość. Dzięki działaniu moczopędnemu pokrzywę stosuje się w schorzeniach dróg moczowych i kamicy nerkowej.
    Jeśli ktoś uwielbia szpinak, gwarantuję, że zasmakuje również w pokrzywie.




    ciasto
    •   500 g mąki
    •   2 szklanki wody
    •   1 łyżeczka soli


    farsz
    •   1 kg ziemniaków
    •   300 g sera feta
    •   1 duża cebula
    •   1 szklanka zblanszowanych liści młodej pokrzywy( można zastąpić szpinakiem)
    •   2 ząbki czosnku
    •   1/2 łyżeczki gruzińskiej ostrej przyprawy( rodzaj ostrej papryki)
    •   sól, mielona kolendra

    Ziemniaki gotujemy, a po ostudzeniu tłuczemy bądź mielimy na gładką masę.
    Ser kroimy w drobną kostkę. Pokrzywę siekamy. Cebulę kroimy na drobną kostkę i razem z czosnkiem lekko podsmażamy.
    Wszystkie składniki farszu mieszamy na jednolitą masę. Dodajemy przyprawy i ponownie mieszamy.

    Mąkę przesiewamy na stolnicę. Dodajemy sól. Stopniowo dolewamy ciepłą wodę, zagniatając ciasto.
    Ciasto ma być elastyczne i łatwo odchodzić od ręki. Następnie rozwałkowujemy je na cienki placek i za pomocą małej miseczki lub jeśli chinkali mają być mniejsze - za pomocą szklanki, wykrajamy okrągłe placuszki.

    Na placki nakładamy sporą łyżeczkę farszu. Chwytamy za przeciwległe krańce placka i zlepiamy ciasto pośrodku. Następnie powtarzamy tę czynność dookoła. Powstanie sakiewka z ogonkiem na górze.

    Wrzucamy na gotująca się wodę i czekamy aż wypłyną.
    Podajemy z podsmażaną cebulką, śmietaną lub czymkolwiek co kto lubi.

    Smacznego! 




    środa, 30 kwietnia 2014

    Tiramisu

    Historia Tiramisu jest krótka, bo sięga raptem wstecz do lat 80-tych ubiegłego wieku. Podobno deser ten został wymyślony przez włoskiego kucharza imieniem Iannaccone, który to w odpowiedni sposób połączył składniki charakterystyczne dla regionu Wenecji Euganejskiej : serka  mascarpone, mocnej kawy i wina Marsala. Jak to prawdziwy kucharz, odmierzał składniki, aż uzyskał idealnie wyważony niebiański krem, który stopniowo zyskał sławę na całym świecie.

    We Włoszech byłam w latach 90-tych, a więc wieki temu. Tiramisu nie jadłam. Na przepis natknęłam się przypadkowo w bodajże jakiejś gazecie. Wersja oryginalna zakładała wtedy, by za dodatek alkoholu służyło Amaretto, czyli likier migdałowy. Ten nie posmakował zbytnio rodzinie, a że prawdziwi żeglarze piją tylko rum... No cóż. Rum jest dobry na wszystko. 


    • 250 g serka mascarpone
    • 3 jajka
    •  podłużne biszkopty 
    • kawa Inka lub kakao
    • 2 łyżki cukru
    • szklanka mocnej świeżo parzonej kawy 
    • rum

    Z góry ostrzegam. Nie jest to deser dla kierowców, dzieci i kobiet w ciąży. Dla pierwszych ze względu na obecność alkoholu, dla drugich i trzecich - surowych jajek. 

     W tygielku zaparzamy kawę. Wlewamy do naczynia i odstawiamy do ostygnięcia.
    Żółtka delikatnie oddzielamy od białek. Z tych ubijamy pianę stopniowo dodając łyżkę cukru. 
    Następnie  żółtka ucieramy z łyżką cukru. Łyżka po łyżce dodajemy ser mascarpone. Dla mniej cierpliwych, można dodać wszystko naraz, ale należy wtedy dopilnować by zmiksować masę dokładnie, tak by nie pozostały żadne grudki sera. Do masy serowej stopniowo dodajemy ubite białka i delikatnie, czyli łyżką a nie mikserem, mieszamy aż do połączenia składników.
     Gdy kawa ostygnie dajemy chlust rumu. Pod pojęciem chlust, mam na myśli łyżkę stołową. Góra dwie. 
    Biszkopty krótko maczamy w kawie i wykładamy nimi dno naczynia. Następnie kładziemy warstwę kremu i posypujemy kawą Inką.
     I tu mała uwaga. Pierwsze tiramisu, które robiłam były z kakao, póki pewnego dnia po prostu mi go nie zabrakło. Z braku laku użyłam kawy zbożowej Inki i tak już zostało. Sam krem jest lekko mdławy i wydaje mi się, że dość cierpkawy posmak kawy fajnie tu współgra. W każdym bądź razie wasz wybór. Kwestia gustu. A te, jak wiadomo nie podlegają dyskusji. 

    Czyli mamy pierwszą warstwę. Tak? Tak. To teraz w identyczny sposób robimy drugą. Kładziemy namoczone biszkopty, masę kremową i posypujemy. Koniec. Deser gotowy. No może nie do końca, bo jeszcze musi chwilę poleżakować w lodówce.  Przynajmniej te 4-5 godzin. Cierpliwość moi drodzy. Cierpliwość to podstawa ;) 

    Smacznego :)






     
     






    środa, 19 lutego 2014

    Tarta bananowa z musem jogurtowym

     Jogurciczek. Tak kiedyś nazwałam deser na bazie jogurtu z galaretką. Coś co wygląda jak sernik na zimno, ale jest o wiele lżejsze.
    Jogurt grecki jest idealny ze względu na kremowa konsystencję i lekko kwaskowaty smak. Dodatek bitej śmietany, nadaje mu strkturę musu czy też pianki. 
    Dodatki zależą od naszej wyobraźni.  Tarta zrobiona jest na wzór Banoffee pie, ale tamto ciasto jest dużo bardziej słodsze. A to jest lekkie.





    •  2 opakowania ciastek owsianych (moje miały 175g)
    •  70g masła
    •  100g czekolady gorzkiej

    masa

    •  400g jogurtu greckiego
    •  330ml śmietanki 30%
    •  1 łyżka cukru pudru
    •  galaretka cytrynowa
    •  2 łyżeczki żelatyny
    • 1/2 szklanki gorącej wody

    sos toffi

    •  12 krówek
    •  50ml śmietanki 30%


    • 3 średnie banany
     
    Masło i czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Czyli garnek z wodą, na to miska i mieszamy. Ciastka miksujemy na proszek. Dodajemy rozpuszczoną czekoladę z masłem i mieszamy. Masę ciasteczkową wykładamy na formę. Dokładnie dociskamy do dna i boków. Wstawiamy do lodówki.
    Pokrojone na kawałki krówki rozpuszczamy w śmietance, stale mieszając aż do uzyskania jednolitego sosu. Uwaga! Łatwo się przypala, więc mieszamy często.  Odstawiamy do ostudzenia.
    Dobrze schłodzoną śmietankę ubijamy na sztywno, pod koniec ubijania dodając cukier puder. 

     Galaretkę i dwie łyżki żelatyny rozpuszczamy w gorącej wodzie. Pozostawiamy do lekkiego przestygnięcia.
    Jogurt mieszamy z ciepłą galaretką. To sprawi, że nie zetnie się nam momentalnie i będziemy mieli czas wymieszać ją z resztą.  Do masy jogurtowej stopniowo dodajemy bitą śmietanę i delikatnie mieszamy.
    Na zimny spód rozsmarowujemy cienką warstwę sosu toffi, a następnie układamy pokrojonego w plasterki banana i wykładamy masę jogurtową.
    Wierzch pokrywamy plasterkami banana.
    Tartę schładzamy przez kilka godzin w lodówce, aż do stężenia.