środa, 30 kwietnia 2014

Tiramisu

Historia Tiramisu jest krótka, bo sięga raptem wstecz do lat 80-tych ubiegłego wieku. Podobno deser ten został wymyślony przez włoskiego kucharza imieniem Iannaccone, który to w odpowiedni sposób połączył składniki charakterystyczne dla regionu Wenecji Euganejskiej : serka  mascarpone, mocnej kawy i wina Marsala. Jak to prawdziwy kucharz, odmierzał składniki, aż uzyskał idealnie wyważony niebiański krem, który stopniowo zyskał sławę na całym świecie.

We Włoszech byłam w latach 90-tych, a więc wieki temu. Tiramisu nie jadłam. Na przepis natknęłam się przypadkowo w bodajże jakiejś gazecie. Wersja oryginalna zakładała wtedy, by za dodatek alkoholu służyło Amaretto, czyli likier migdałowy. Ten nie posmakował zbytnio rodzinie, a że prawdziwi żeglarze piją tylko rum... No cóż. Rum jest dobry na wszystko. 


  • 250 g serka mascarpone
  • 3 jajka
  •  podłużne biszkopty 
  • kawa Inka lub kakao
  • 2 łyżki cukru
  • szklanka mocnej świeżo parzonej kawy 
  • rum

Z góry ostrzegam. Nie jest to deser dla kierowców, dzieci i kobiet w ciąży. Dla pierwszych ze względu na obecność alkoholu, dla drugich i trzecich - surowych jajek. 

 W tygielku zaparzamy kawę. Wlewamy do naczynia i odstawiamy do ostygnięcia.
Żółtka delikatnie oddzielamy od białek. Z tych ubijamy pianę stopniowo dodając łyżkę cukru. 
Następnie  żółtka ucieramy z łyżką cukru. Łyżka po łyżce dodajemy ser mascarpone. Dla mniej cierpliwych, można dodać wszystko naraz, ale należy wtedy dopilnować by zmiksować masę dokładnie, tak by nie pozostały żadne grudki sera. Do masy serowej stopniowo dodajemy ubite białka i delikatnie, czyli łyżką a nie mikserem, mieszamy aż do połączenia składników.
 Gdy kawa ostygnie dajemy chlust rumu. Pod pojęciem chlust, mam na myśli łyżkę stołową. Góra dwie. 
Biszkopty krótko maczamy w kawie i wykładamy nimi dno naczynia. Następnie kładziemy warstwę kremu i posypujemy kawą Inką.
 I tu mała uwaga. Pierwsze tiramisu, które robiłam były z kakao, póki pewnego dnia po prostu mi go nie zabrakło. Z braku laku użyłam kawy zbożowej Inki i tak już zostało. Sam krem jest lekko mdławy i wydaje mi się, że dość cierpkawy posmak kawy fajnie tu współgra. W każdym bądź razie wasz wybór. Kwestia gustu. A te, jak wiadomo nie podlegają dyskusji. 

Czyli mamy pierwszą warstwę. Tak? Tak. To teraz w identyczny sposób robimy drugą. Kładziemy namoczone biszkopty, masę kremową i posypujemy. Koniec. Deser gotowy. No może nie do końca, bo jeszcze musi chwilę poleżakować w lodówce.  Przynajmniej te 4-5 godzin. Cierpliwość moi drodzy. Cierpliwość to podstawa ;) 

Smacznego :)






 
 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz