Może przepis nie zupełnie na czasie, aczkolwiek różnorodność młodych warzyw karze nam eksperymentować ze smakami. Delikatny krem nadaje się i na chłodne zimowe dnia jak i na letnie.
- 1/2kg korzenia selera
-
4 gałązki selera naciowego
-
4 duże ziemniaki
-
1 średnia cebula
-
100g sera brie - było 125g ale trochę zjadłam
-
2 litry wywaru z warzyw lub kurczaka - dałam rosół
-
300ml śmietanki 30%
-
1 ząbek czosnku
-
sól, pieprz
Selera, ziemniaki i cebulę obieramy i kroimy w małą kostkę. Seler naciowy kroimy w plasterki.
Całość wrzucamy do garnka na rozgrzane masło. Lekko solimy i
przykrywamy. Dusimy na małym ogniu przez 15 minut, od czasu do czasu
mieszając.
Gdy warzywa zmiękną dodajemy bulion. Przykrywamy i gotujemy kolejne 20-30 minut aż warzywa będą miękkie.
Miksujemy blenderem do uzyskania kremowej struktury, dodając ser i śmietankę.
Podawać z grzankami. Ten na zdjęciu jest miodowy z otrębami. Upiekłam w
piątek. Potem wrzucę przepis, bo jest pyszny ... podobnie jak zupa.
Smacznego!
Każdy miał jakieś początki. Takie były moje. Kuchnia obfitująca w ryby i owoce morza. Dużo warzyw. Trochę w klimatach śródziemnomorskich.
ciasto:
-
1 szklanka mąki
-
1/4 kostki zimnego masła
-
1/4 szklanki zimnej wody
-
szczypta soli
farsz:
-
około 250g różyczek brokuła
-
spora garść mrożonych krewetek
-
2 pomidory
-
koperek
-
sól, pieprz
-
3 jajka
-
150 ml śmietanki 30%
Mąkę, szczyptę soli i zimne masło posiekać na stolnicy. Dolać wodę i szybko zagnieść ciasto.
Owinąć w folię i wsadzić na 30 minut do lodówki.
Ciastem wyłożyć formę i ponakłuwać widelcem. Piec do momentu zarumienienia w temperaturze 200 stopni.
Różyczki brokuła zblanszować.
Krewetki przelać wrzątkiem i jeśli są one duże, pokroić na mniejsze kawałki.
Pomidory sparzyć, zdjąć skórkę i wyciąć środek z nasionami. Pokroić w średnią kostkę.
Jajka wymieszać ze śmietanką, doprawić pieprzem i solą do smaku. Dodać posiekany koperek.
Składniki farszy dobrze wymieszać i wyłożyć na podpieczony spód.
Piec około 30 minut w temperaturze 200 stopni.
Z moim jedzeniem mięsa różnie bywa, ale raczej nie należę do
mięsożerców. Za to moja kuchnia nie może obejść się bez warzyw i owoców
... no i słodyczy, ale to już inna sprawa .
Natchniona przez Zieleninkę, zaczęłam kombinować nad składnikami farszu.
Tu panuje pełny freestyle. Może to być kasza jęczmienna, gryczana, same
warzywa z serem feta lub zwykłym białym. Och i ach, coraz to nowe
pomysły na faszerowane warzywka przychodzą mi do głowy.
Tylko jest jedno małe ale! Przepis wymaga cierpliwości! Zwłaszcza przy
wydrążaniu buraków. Trzeba bardzo uważać, by nie przebić buraka na
wylot. Efekt jest naprawdę zdumiewający. Buraczki są bardzo dobre i
sycące.
farsz
-
torebka kaszy gryczanej
-
opakowanie sera fety
-
2 średnie cebule
-
pęczek posiekanej natki pietruszki
-
pieprz kolorowy
-
1/2 szklanki namoczonych rodzynek
- odrobina syropu malinowego
Buraki umyć. Zalać zimną wodą i gotować do miękkości. Poczekać, aż trochę ostygną i zdjąć skórkę.
Kaszę ugotować. Cebulę pokroić w drobną kostkę.
Zeszklić na odrobinie oleju. Fetę pokroić w kostkę. Natkę posiekać.
Wszystkie składniki farszu dokładnie wymieszać i doprawić pieprzem.
Uwaga! Nie solimy! Feta jest słona.
Wydrążyć delikatnie środek buraków, uważając aby nie zrobić dziur. Nałożyć farsz.
Zapiekać w piekarniku przez 20 minut w temperaturze 200 stopni.
Przed podaniem polać syropem malinowym.
Czasami człowieka, szczególnie płeć piękną, nachodzi nieodparta ochota na coś. Zazwyczaj słodycze. W tym momencie przeważnie zadowalamy się kawałkiem czekolady zabunkrowanym gdzieś głęboko w szafce kuchennej czy też cukierkiem, którym zostaliśmy poczęstowani, a którego o dziwo nie zjedliśmy od razu.
Ale co w przypadku, gdy nie zadowoli nas ani jedno ani drugie? Co gdy chcemy coś lekkiego i nie mamy ochoty piec żadnych ciasteczek lub ciast?
Otóż zabieramy swój szanowny tyłek do najbliższego sklepu i kupujemy parę produktów. Mianowicie ...
- duży kubek jogurtu greckiego
- duży kubek śmietanki kremówki
- owsiane ciastka z czekoladą
- trochę orzeszków ziemnych, pół szklanki
- cytrynę, z której potrzebna nam będzie jedynie skórka
- żelatynę
- cukier
Dwie łyżki żelatyny rozpuszczamy w 1/2 szklanki gorącej wody i odstawiamy do przestygnięcia.
W tym czasie miksujemy dosyć drobno ciastka i orzeszki. Owoce, w moim przypadku były to banany, kroimy w plasterki.
Śmietankę ubijamy z dwiema łyżeczkami cukru na sztywno. Jogurt, który powinien być w temperaturze pokojowej, łyżka po łyżce dodajemy do żelatyny i dokładnie mieszamy. Następnie całość mieszamy ze śmietanką i skórką cytryny.
Na dno szklanki kładziemy łyżkę zmiksowanych ciastek, następnie owoce i masę jogurtową. czynność powtarzamy. Wstawiamy do lodówki na pół godziny by masa się ścięła.
Smacznego!
,
Uwaga, uwaga. Rozpoczął się sezon na rabarbar. Kwaskowaty a
zarazem lekko słodki smak, który albo pokochasz albo znienawidzisz. Idealny na kompoty i do ciast.
ciasto
- 150 g masła
- 80 g cukru
- 1 jajko
- 2 żółtka
- 150 g mąki
- 1 łyżeczka sody
beza
- 2 białka
- 100g cukru
- 2 łyżki soku z cytryny
- 1 łyżka skrobi ziemniaczanej
- 3 łodygi rabarbaru
- łyżeczka cukru
Rabarbar pokroić na małe kawałki. Zasypać cukrem i zostawić, aż puści sok.
Miękkie masło utrzeć do białości, stopniowo dodając cukier. Następnie dodać jajko i żółtka.
Całość wymieszać z mąką.
Piekarnik nastawić na 160 stopni.
Białka ubić na sztywną pianę. Dodać cukier i dalej miksując, dodać sok z cytryny i skrobię.
Do papilotek kolejno nakładać łyżkę ciasta, łyżkę owoców i łyżkę
piany bezowej. Całość nie powinna przewyższać brzegu papilotki, gdyż
zarówno ciasto jak i beza urosną.
Piec 25 do 30 minut. Stan upieczenia najlepiej sprawdzić patyczkiem.
Szybkie, proste a ile radochy z jedzenia? Tak z 15 minut :)
Smacznego!
Gruzja. Kraj przepiękny, pełen niespodzianek i życzliwych ludzi. Długo mogłabym o nim opowiadać, ale chyba lepiej kupić bilet do Kutaisi czy też Tiblisi i przekonać się na własnej skórze.
Jedno jest pewne. Zakochałam się w tamtejszej kuchni, a chinkali stały się obowiązkowym punktem w moim jadłospisie.
A dlaczego pokrzywa? Bo maj to idealny miesiąc by cieszyć się tym
zielem. Jej młode listki idealnie nadają się na zupy, sałatki czy jako
dodatek do wszelkich potraw. Substancje czynne z pokrzywy działają
oczyszczająco, uwalniają organizm ze złogów toksyn, poprawiają pracę
wątroby i zmniejszają nadmierną potliwość. Dzięki działaniu moczopędnemu
pokrzywę stosuje się w schorzeniach dróg moczowych i kamicy nerkowej.
Jeśli ktoś uwielbia szpinak, gwarantuję, że zasmakuje również w pokrzywie.
ciasto
- 500 g mąki
- 2 szklanki wody
- 1 łyżeczka soli
farsz
- 1 kg ziemniaków
- 300 g sera feta
- 1 duża cebula
- 1 szklanka zblanszowanych liści młodej pokrzywy( można zastąpić szpinakiem)
- 2 ząbki czosnku
- 1/2 łyżeczki gruzińskiej ostrej przyprawy( rodzaj ostrej papryki)
- sól, mielona kolendra
Ziemniaki gotujemy, a po ostudzeniu tłuczemy bądź mielimy na gładką masę.
Ser kroimy w drobną kostkę. Pokrzywę siekamy. Cebulę kroimy na drobną kostkę i razem z czosnkiem lekko podsmażamy.
Wszystkie składniki farszu mieszamy na jednolitą masę. Dodajemy przyprawy i ponownie mieszamy.
Mąkę przesiewamy na stolnicę. Dodajemy sól. Stopniowo dolewamy ciepłą wodę, zagniatając ciasto.
Ciasto ma być elastyczne i łatwo odchodzić od ręki. Następnie
rozwałkowujemy je na cienki placek i za pomocą małej miseczki lub jeśli
chinkali mają być mniejsze - za pomocą szklanki, wykrajamy okrągłe
placuszki.
Na placki nakładamy sporą łyżeczkę farszu. Chwytamy za przeciwległe
krańce placka i zlepiamy ciasto pośrodku. Następnie powtarzamy tę
czynność dookoła. Powstanie sakiewka z ogonkiem na górze.
Wrzucamy na gotująca się wodę i czekamy aż wypłyną.
Podajemy z podsmażaną cebulką, śmietaną lub czymkolwiek co kto lubi.
Smacznego!
Historia Tiramisu jest krótka, bo sięga raptem wstecz do lat 80-tych ubiegłego wieku. Podobno deser ten został wymyślony przez włoskiego kucharza imieniem Iannaccone, który to w odpowiedni sposób połączył składniki charakterystyczne dla regionu Wenecji Euganejskiej : serka mascarpone, mocnej kawy i wina Marsala. Jak to prawdziwy kucharz, odmierzał składniki, aż uzyskał idealnie wyważony niebiański krem, który stopniowo zyskał sławę na całym świecie.
We Włoszech byłam w latach 90-tych, a więc wieki temu. Tiramisu nie jadłam. Na przepis natknęłam się przypadkowo w bodajże jakiejś gazecie. Wersja oryginalna zakładała wtedy, by za dodatek alkoholu służyło Amaretto, czyli likier migdałowy. Ten nie posmakował zbytnio rodzinie, a że prawdziwi żeglarze piją tylko rum... No cóż. Rum jest dobry na wszystko.
- 250 g serka mascarpone
- 3 jajka
- podłużne biszkopty
- kawa Inka lub kakao
- 2 łyżki cukru
- szklanka mocnej świeżo parzonej kawy
- rum
Z góry ostrzegam. Nie jest to deser dla kierowców, dzieci i kobiet w ciąży. Dla pierwszych ze względu na obecność alkoholu, dla drugich i trzecich - surowych jajek.
W tygielku zaparzamy kawę. Wlewamy do naczynia i odstawiamy do ostygnięcia.
Żółtka delikatnie oddzielamy od białek. Z tych ubijamy pianę stopniowo dodając łyżkę cukru.
Następnie żółtka ucieramy z łyżką cukru. Łyżka po łyżce dodajemy ser mascarpone. Dla mniej cierpliwych, można dodać wszystko naraz, ale należy wtedy dopilnować by zmiksować masę dokładnie, tak by nie pozostały żadne grudki sera. Do masy serowej stopniowo dodajemy ubite białka i delikatnie, czyli łyżką a nie mikserem, mieszamy aż do połączenia składników.
Gdy kawa ostygnie dajemy chlust rumu. Pod pojęciem chlust, mam na myśli łyżkę stołową. Góra dwie.
Biszkopty krótko maczamy w kawie i wykładamy nimi dno naczynia. Następnie kładziemy warstwę kremu i posypujemy kawą Inką.
I tu mała uwaga. Pierwsze tiramisu, które robiłam były z kakao, póki pewnego dnia po prostu mi go nie zabrakło. Z braku laku użyłam kawy zbożowej Inki i tak już zostało. Sam krem jest lekko mdławy i wydaje mi się, że dość cierpkawy posmak kawy fajnie tu współgra. W każdym bądź razie wasz wybór. Kwestia gustu. A te, jak wiadomo nie podlegają dyskusji.
Czyli mamy pierwszą warstwę. Tak? Tak. To teraz w identyczny sposób robimy drugą. Kładziemy namoczone biszkopty, masę kremową i posypujemy. Koniec. Deser gotowy. No może nie do końca, bo jeszcze musi chwilę poleżakować w lodówce. Przynajmniej te 4-5 godzin. Cierpliwość moi drodzy. Cierpliwość to podstawa ;)
Smacznego :)