wtorek, 13 września 2016

Sernik kokosowy

Minęło 1,5 roku, a ja znowu stałam się kulasem. No cóż, Bywa.
Zacznijmy od tego, że z powodu kontuzji w pracy bywam rzadko. I być może dla niektórych byłaby to najpiękniejsza rzecz pod słońcem, ale powiedzmy sobie szczerze, że wpatrywanie się w śnieżnobiałe ściany dzień w dzień bywa uciążliwe. I tak, każdy normalny powiedziałby, że można robić tysiące różnych rzeczy ... Nie. Po prostu zaczynasz głupieć.
Także każdą wizytę w pracy, staram się odpowiednio celebrować, bo jak to, tak bez ciasta? Naprawdę nie wypada. Przecież trzeba usiąść, porozmawiać, wypić kawę/herbatę... A może przemeblujemy jakiś dział? Dajcie coś porobię? Proszeeeę ... I zazwyczaj dają.

I teraz dziewczyny wpadły w zachwyt "bo Ania, musisz mi dać przepis", " w kąpieli wodnej? nie słyszałam" ... Ehhhh.. A to takie proste.
Delikatna masa serowa z mleczkiem kokosowym, osadzona na kokosowym spodzie typu coco au miel, tylko w tym przypadku obyło się bez miodu. Został sam kokos.



Masa 
  • 1 szklanka  mleka
  • 2 szklanki wiórków kokosowych
  • 2 łyżki cukru 
  • 2 łyżki mąki 
  • 1 jajko  
Mleko zagotować z cukrem i ostudzić. Dodać wiórki kokosowe i poczekać aż napęcznieją. Następnie wsypać mąkę, dodać jajko i porządnie zamieszać, by wszystko dobrze się połączyło.
Masę wyłożyć do wcześniej wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy i docisnąć do dna. Wstawić do lodówki.


Masa serowa
  • 900 gr sera mielonego 
  • szklanka cukru 
  • 5 jajek 
  • 200 ml mleczka kokosowego
  • 3 łyżki mąki 
Nie mam tu żadnej głębszej filozofii  w postaci oddzielaniu żółtek od białek, ubijaniu bądź ucieraniu. Po prostu mieszamy wszystko po kolei. Ważne jest żeby składniki odpowiednio wcześniej wyjąć z lodówki, tak by nabrały temperatury pokojowej.
Ser miksujemy z cukrem. Dodajemy kolejno po jednym jajku, mleczko i mąkę.
Pamiętajmy przy okazji, że dużo zależy od konsystencji sera. Raz są one rzadsze a raz typu "łycha stoi". Ja dodałam 3 łyżki, bo masa była luźna. Jeśli wasza będzie dość gęsta, dajcie trochę mniej.
 Wszystko dokładnie mieszamy i wlewamy na przygotowany spód. Przy czym, najlepiej to zrobić używając najzwyklejszej łyżki. Lejąc masę bezpośrednio na łyżkę będziemy mieć pewność, że masa kokosowa się nie uszkodzi.
Formę owijamy dokładnie kilkoma warstwami foli aluminiowej, co zapobiegnie przedostaniu się wody.
Wstawiamy do dużej, głębokiej blaszki i bardzo ostrożnie wlewamy gorącą wodę. Całość, zachowując wszelkie środki bezpieczeństwa, wsuwamy do rozgrzanego do temperatury 180 stopni piekarnika.
Pozostawiamy na 10 minut. Następnie zmniejszamy temperaturę do 110.
Czas pieczenia. Hmmm ... mój piekł się w sumie godzinę. Najlepiej pod koniec sprawdzić czy środek ściął się  i nie trzęsie się jak lejąca galareta. To ma być ścięta galareta. Takie lekkie wstrząsy typu slow motion. I wszystko jasne.
Upieczony sernik zostawiamy w piekarniku do ostygnięcia, a następnie powinien trafić do lodówki na przynajmniej 4 godziny. Zanim to jednak zrobimy, warto obsypać górę podprażonymi wiórkami kokosowymi.






wtorek, 3 marca 2015

Drożdżówki z budyniem

Siedzę w domu, jak to przystało na porządnego kulasa już trzeci tydzień. Oj, uwierzcie mi. Nie jest to miłe i przyjemne. Człowiekowi się nudzi niesłychanie. A jak już zacznie się nudzić, to wymyśla dziwne rzeczy. Na ten przykład, dzisiaj wysmarowałam piękny list do naszej drogiej ZTM. Bo niby czemu, po raz kolejny mam stać i patrzeć jak zabierają następne połączenie z mojego osiedla. Jak ja dojadę do warsztatu?
 Zawsze twierdziłam, że mieszkam na wsi, ale niedługo dojdzie do tego, że pozostanie nam veturilo i dwie linie tramwajowe. 
Idąc tropem protestów, chciałam napisać kolejny. A raczej wysłać zapytanie do Policji, jakim to cudem, pozwolono na protest rolników na drodze ekspresowej?? Ja się pytam, co ciągnik robi na drodze szybkiego ruchu i dlaczego rolnikom nie można wlepić za to mandatów?! Toż to jakiś absurd! 
Niestety, jak się okazało, złożenie skargi na stronie Komendy Głównej Policji nie jest takie łatwe, więc odpuściłam. 
W międzyczasie spadł deszcz, deszcz ze śniegiem, śnieg z deszczem, obie mazie plus gradopodobne coś ... a ja z przyklejonym do szyby nosem, niczym kilkuletni dzieciak, z tęsknotą wypatrywałam słońca.
A potem zachciało mi się ciasta do kawy, którą to zdążyłam już wypić ...I tak powstały drożdżówki. Ehh ... Nuda jest mecząca. 




ciasto
  • paczuszka świeżych drożdży 
  • 2 szklanki mleka
  • 1kg mąki plus dodatkowo mąka do podsypywania
  • 3/4 szklanki cukru
  • 8 żółtek 
  • 100g masła
  • szczypta soli 
  • chlust wódki
Piekąc ciasto drożdżowe, miejmy przede wszystkim świadomość, że lubi ono ciepło. 
W małym garnku podgrzewamy mleko. Do miski wrzucamy drożdże, łyżeczkę cukru i wlewamy szklankę ciepłego mleka. Mieszamy do rozpuszczenia się drożdży. Następnie dosypujemy 2-3 łyżki mąki, by mikstura uzyskała mniej więcej gęstość śmietany. Przykrywamy talerzykiem i odstawiamy w ciepłe miejsce.
W tym czasie, w dużej misce miksujemy żółtka z cukrem.Tak naprawdę możecie użyć 6 lub 7 żółtek. Ja po prostu kultywuje starą tradycję, kiedy to wyjadałam kogiel-mogiel z garnka. A jak wiadomo tradycje należy podtrzymywać, wiec jeśli nie podjadacie to wystarczy użyć 6 żółtek 
Do miski przesiewamy mąkę, dodajemy wyrośnięty rozczyn, resztę ciepłego mleka i szczyptę soli.
W garnku po mleku rozpuszczamy masło. Im mniej garów do zmywania tym lepiej.
Całość mieszamy łyżką. Następnie lejemy wódkę. Myślę, że dwie łyżki spokojnie wystarczą, ale jeśli komuś wleje się więcej, też nie będzie problemu.
Doszliśmy do momentu, kiedy to odkładamy łyżkę i zaczynamy wyrabiać ciasto ręką. Gnieciemy, klepiemy, uderzamy pięściami... Porównałabym tą czynność do masażu, ale obawiam się, że przy użyciu takiej siły, pacjent szybko by uciekł. Po kilku minutach dolewamy masło i kontynuujemy wykonywane czynności. 
Uwaga! W trakcie, ciasto może nam się zbytnio kleić do rąk. Należy wtedy dodawać po trochu nieznaczną ilość mąki. Ciasto ma być elastyczne, miękkie i ładnie odchodzić od ręki. 
Zostawiamy je w misce, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 1 godz. 

nadzienie
  • 1l mleka
  • 2 budynie o smaku waniliowym lub śmietankowym
  • 2 łyżki cukru
  • białko jajka do posmarowania
  • lukier
Budyń przygotowujemy według przepisu na opakowaniu. Odstawiamy do przestygnięcia. 

Wyrośnięte  ciasto dzielimy na części i rozwałkowujemy na placki o grubości 1cm. Nastawiamy piekarnik na 170 stopni.
Szklanką wykrawamy niewielkie placuszki. Przykrywamy ściereczką i odkładamy do wyrośnięcia na 10-15min. 
Ugniatamy środek każdego z placuszków i na to miejsce, szprycą nakładamy kleks budyniu. Całość smarujemy białkiem i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 15-20 min. 
Po upieczeniu drożdżówki możemy polać lukrem.









piątek, 20 lutego 2015

Ptysie z kremem czekoladowym

Ostatnio zapytałam mamy, czy ona bądź babcia robiły kiedykolwiek ptysie. Usłyszałam, że to trudne i pracochłonne, więc nie zawracały sobie tym głowy. Phi!  W życiu nie słyszałam gorszej wymówki. 
Otóż ciasto parzone, z którego to robi się wszelkie ptysie, eklerki, karpatki i inne francuskie słodkości, wymaga tylko kilku składników. A przy zachowaniu paru warunków możemy być pewni, że wyjdą każdemu. 




ciasto 
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1/2 szklanki wody 
  • 125 g masła
  • 1 szklanka mąki 
  • szczypta soli
  • 4 jajka
Rozgrzewamy piekarnik do 200°C. 
W garnku zagotowujemy wodę, mleko, masło i sól .
 Zdejmujemy z ognia, wsypujemy mąkę i energicznie mieszamy. Najlepiej do tego celu użyć rózgi. Będziemy pewni, że składniki zostaną dobrze wymieszane. 
Stawiamy z powrotem na ogniu i podgrzewamy przez 5 minut, aż masa zacznie odchodzić od ścianek garnka i zrobi się błyszcząca. Zdejmujemy z ognia. Masę można przełożyć do miski, ale uważam, że wystarczy wziąć odpowiednio duży garnek, tak by pomieścił on całość. Mniej do zmywania.  Studzimy 3-5 minut, mieszając raz czy dwa, aby uwolnić parę.
 Dodajemy po jednym jajku, za każdym razem bardzo dokładnie mieszając. Mieszamy, aż masa stanie się gładka i napowietrzona. Przekładamy ciasto do rękawa cukierniczego i wyciskamy na blachę wyłożoną pergaminem, zachowując duże odstępy.
Pieczemy 20-30 minut, a następnie zmniejszamy temperaturę do 175°C i podpiekamy jeszcze 5-10 minut.

Często zamiast, mieszaniny mleka i wody, używa się samej wody. Powoduje to, że ciasto jest bardziej kruche. Natomiast osobiście uważam, że z mlekiem mają one lepszy smak, i na co szczególnie powinniśmy uważać - szybciej się rumienią. Dlatego też, nie powinniśmy dodawać samego mleka. 
Temperatura pieczenia zależy od wielkości ciastek i piekarników. Można je podsuszyć, zostawiając w wyłączonym, ale nadal ciepłym  piekarniku i robiąc wykałaczką otworki, tak by uciekła z nich para.



krem
  • 250g sera mascarpone
  • 330ml śmietanki 30%
  • 2 tabliczki gorzkiej czekolady
Rozpuszczoną i lekko przestudzoną czekoladę, mieszamy z serem mascarpone. Następnie po trochu dolewamy śmietankę, w dalszym ciągu miksując. Nie powinno to trwać dużej niż 3 minuty, gdyż w przeciwnym razie śmietanka się zważy i utworzą nam się maślane grudki. Tak więc ma być szybko, lecz dokładnie. 

Ostudzone ptysie przekrawamy wzdłuż i nadziewamy kremem. Całość możemy posypać cukrem pudrem. 




czwartek, 13 listopada 2014

Dyniowy tort korzenny z dużą ilością czekolady

Ilość czekolady naprawdę poraża. W jednym torcie aż trzy tabliczki czekolady?! Hm ... a dlaczego nie? Biała w kremie i gorzka w postaci ganaszu na wierzchu. Samo tort bardzo przypomina mi piernik. Taka ostra słodycz na jesienne dni.

Przygotowanie zbiegło się z konkurencją pieczenia tortów w programie Masterchef. Czysty przypadek, bo zazwyczaj telewizor jest wyłączony z prądu. I tak dowiedziałam się, że tort musi być słodki. Tak. Zdecydowanie mój taki jest. 





ciasto
  • 4 jajka
  • 3/4 szklanki cukru 
  • 3/4 szklanki puree z dyni 
  • 3/4 szklanki maki 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki sproszkowanego imbiru
  • 1/3 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 1/3 łyżeczki zmielonych goździków
 Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Środek okrągłej formy smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą.
 Puree z dyni mieszamy z przyprawami i  podgrzewamy. Odstawiamy do ostygnięcia. E tym czasie masa nabierze aromatu i przejdzie smakiem przypraw.
Białka ubijamy na sztywną pianę.
Żółtka ucieramy mikserem, stopniowo dodając po trochu cukier. Po kilku minutach ucierania masa stanie się biaława i zgęstnieje. Dodajemy  puree dyniowe i mieszamy. Dodajemy przesianą mąkę z dodatkiem proszku do pieczenia i ponownie mieszamy. 
Do niecierpliwców. O ile etap mieszania po dodaniu dyni możesz sobie darować, to mąkę należy dokładnie wymieszać, tak abyś nie miał białawych pyłków po ukrojeniu ciasta. Niby oczywiste, ale ... No tak. Nie do końca. 
Teraz dodajemy pianę do masy dynio-jajecznej. Ja miksuję na najniższych obrotach pierwsze dwie łyżki. Resztę mieszam ręcznie. Chodzi o to, aby masa za bardzo nie usiadła. 
Ciasto przekładamy do uprzednio przygotowanej formy i wstawiamy do piekarnika na 35 minut, przy czym każdy piekarnik piecze inaczej - taka niespodzianka. Najlepszym sposobem jest wetknięcie patyczka w ciasto po jakimś czasie. Jeśli po wyciągnięciu patyczek nadal będzie oblepiony masą, czas pieczenia należy przedłużyć o kilka minut. Upieczone wyciągamy i odstawiamy do ostygnięcia. 

krem
  • 250g mascarpone
  • 330ml śmietanki 30%
  • 100g białej czekolady   


Śmietankę podgrzewamy. Wrzucamy czekoladę połamaną na kawałki i rozpuszczamy. Przykrywamy folią spożywczą, co zapobiegnie na powstaniu kożucha. Odstawiamy do ostygnięcia, a następnie chłodzimy.
Serek mascarpone spulchniamy poprzez miksowanie. Cały czas miksując dodajemy po trochu śmietanki. Róbmy to raczej na wolnych obrotach, gdyż masa łatwo może się zwarzyć. Ucieramy do momentu, aż masa zgęstnieje. Odstawiamy do lodówki.

ganasz
  • 200ml śmietanki 
  • 200g czekolady
Śmietankę podgrzewamy, a następnie dodajemy połamaną na kawałki czekoladę. Całość mieszamy, aż do uzyskania gęstej masy. Odstawiamy do ostygnięcia.
Etap końcowy. Ciasto przekrawamy na trzy części. Namaczamy mieszanką cynamonową tzn. pół szklanki  zagotowanej wody mieszamy z łyżeczką cynamonu. Tym roztworem smarujemy( najlepiej zrobić to pędzelkiem) każdy blat ciasta.
Smarujemy kremem, pamiętając by zostawić trochę na wierzch i boki.
Lekko dociskamy. Na wierzch lejemy czekoladowy gansz. Nie rozsmarowujemy go tylko pozwalamy spłynąć na boki. 

Nie ukrywam, że zrobienie takiego czy innego tortu trwa kilka godzin. Ale pracę można podzielić na etapy i tak ciasto, wręcz będzie lepsze jeśli upiecze się je dzień wcześniej. To samo tyczy się przygotowania puree z dyni. Do dzieła!



środa, 1 października 2014

Ciasto drożdżowe z dynią

 Przyszła jesień. Zieleń powoli ustępuje barwom żółtym, pomarańczowym i czerwonym. Dni stają się krótsze, a noce coraz bardziej zimne. Dom pachnie śliwkami. Wiklinowy kosz ugina się pod ciężarem grzybów, jabłek i gruszek. A ja zamiast na siłownie, mam ochotę zrobić ciasto. Hm. Nic nowego. 

Ciasta są dwa, gdyż użyłam podwójnej ilości, a raczej standardowej w przypadku mojego rodzinnego przepisu. 








 Ciasto
  • 1kg mąki, dodatkowo trochę do podsypania
  • 5 żółtek
  • 100g masła
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1,5 szklanki mleka
  • 50g drożdży świeżych
  • szczypta soli

Puree z dyni
  • 1/2 łyżeczki imbiru 
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki kardamonu
  •  1,5 szklanki puree z dyni
 Dodatki
  • powidła śliwkowe
  • 1 duże jabłko

Jeśli nie mamy puree z dyni, nic prostszego - obieramy ze skórki około 700 gramowy kawałek  dyni i kroimy na kawałki. Osobiście metoda ze ścieraniem jej na tarce bardziej przypadła mi do gustu. Wrzucamy do garnka. Dolewamy pół szklanki wody i dusimy pod przykryciem około 15 minut. Po tym czasie odkrywamy i czekamy aż część płynu wyparuje. Uwaga. Łatwo się przypala, więc radzę zamieszać co jakiś czas.  Całość miksujemy. Konsystencja powinna być dość zwięzła. Jeśli taka nie jest, powinniśmy podgotować puree tak by odparował nadmiar płynu. Odmierzamy sobie 1,5 szklanki i dodajemy przyprawy.
Równie dobrze możemy użyć gotowej mieszanki  do pierników lub szarlotki. Ze względu na obecność ziela angielskiego i gałki muszkatołowej są one bardziej ostre.


Następnie przechodzimy do etapu przygotowania  ciasta drożdżowego. Wszystkie składniki powinniśmy odpowiednio wcześnie wyjąć z lodówki, tak by uzyskały temperaturę pokojową.
Do dość sporej miseczki wrzucamy drożdże, łyżeczkę cukru i zalewamy pół szklanki ciepłego mleka. Ucieramy na jednolitą masę. Dodajemy 2-3 łyżki mąki tak by całość uzyskała gęstość śmietany 22%. Przykrywamy talerzem i stawiamy w ciepłym miejscu.

Żółtka oddzielamy od białek. Te możemy zamrozić, zrobić omlet lub bezy. Obojętnie. Białka nie będą nam potrzebne. Żółtka ucieramy z cukrem. Dodajemy przesianą mąkę, resztę mleka, puree z dyni, szczyptę soli i wyrośnięty rozczyn.
 Uwaga. Rozczyn powinien zwiększyć swoją objętość przynajmniej 2-krotnie. Jeśli tego nie zrobił, nawet nie próbujmy przejść do następnego etapu. Szkoda składników, bo ciasto i tak nie wyjdzie.

Początkowo mieszamy wszystko łyżką. Dolewamy rozpuszczone masło i ... rozpoczynamy zabawę. Nie żartuję. Wyrabianie ciasta jest jak ugniatanie masy plastycznej. Kiedyś była tylko modelina i plastelina, teraz istnieją wszelakie masy plastyczne : ciastoliny, piaskoliny, piankoliny oraz inne -liny. 
Jak wyrabiamy ciasto? Ugniatamy, rozrywamy, klepiemy, boksujemy. Bardzo dobry sposób na rozluźnienie mięśni kręgosłupa - wypróbowałam osobiście.  Jeśli ciasto za bardzo się klei podsypujemy po trochu mąki. Ma ono być elastyczne i odchodzić od ręki. Wyrobione ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 1,5 godz. w ciepłe miejsce.

Ciasto podwoiło swoją objętość, czyli jest gotowe. Wykładamy je na stolnicę i dzielimy na dwie części.
Pierwszą rozwałkowujemy i smarujemy powidłami. Zwijamy w rulon. Zaklejamy boki i kroimy wzdłuż na trzy części. Następnie przekładamy pasma na przemian zaczynając od tego z prawej strony, tak jakbyśmy chcieli zapleść warkocz. Powidła zaczną wypływać ze środka, ale uważam, że nie jest to powód do paniki. Tak ma być. 
Jest też drugi sposób. Łapiemy końce ciasta i wykonujemy ruch jakbyśmy wyciskali pranie. Panowie, błagam, chociaż raz w życiu praliście sobie skarpetki więc powinniście wiedzieć jak to wygląda. 
Ciasto przekładamy do formy wyłożonej posmarowanym masłem papierem do pieczenia.

Wersja druga- z jabłkiem jest dużo prostsza.Zarówno  ciasto, jak i obrane jabłko kroimy na plastry. Pierwszy plaster kładziemy w formie - wcześniej wyłożonej posmarowanym papierem do pieczenia. Obok plastry jabłka.  Znowu plaster ciasta ... i tak do końca. Wychodzi przekładaniec. 

Ciasta wkładamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Pieczemy 35-40 minut. Najlepiej poziom wypieczenia sprawdzić drewnianym patyczkiem do szaszłyków. Jeśli po wyjęciu z ciasta będzie suchy, tzn. że ciasto jest gotowe. 

Całość po ostudzeniu polewamy lukrem. 






niedziela, 21 września 2014

Brownie z malinami

Czy jest to brownie? Generalnie nie. Raczej określiłabym to coś jako zakalcowate ciasto czekoladowe. Pyszne, mokre, aksamitne, baaardzo czekoladowe ...




  • 200g czekolady gorzkiej
  • 200g miękkiego masła
  • 3 jajka
  • 2 czubate łyżki mąki 
  • 100g cukru 
  •  garść malin
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Mówiąc prościej kładziemy miskę z kawałkami czekolady na garnek z wrzącą wodą i czekamy aż ta się rozpuści. Nie miska. Czekolada. I uwaga na paluchy. Odstawiamy do przestygnięcia.
W tym czasie oddzielamy białka od żółtek. 
Ubijamy białka na sztywną pianę z łyżką cukru. 
Miękkie masło ucieramy z pozostała ilością cukru do białości. Masa stanie się puszysta i zwiększy swoją
objętość. Cały czas miksując dodajemy po jednym żółtku.
Delikatnie mieszamy z roztopioną czekoladą, a następnie mąką.
Na koniec dodajemy po łyżce piany i mieszamy. 
Ciasto wylewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzch posypujemy malinami i lekko  wgniatamy je w środek ciasta.
Wstawiamy do uprzednio rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na 25-30 minut. Najlepiej sprawdzić po 25 minutach, czy ciasto nadal ma płynną konsystencję. 
Smacznego!
 


Pikantna zupa dyniowa

Pomarańczowa zaraza - zjawisko występujące w środowisku motocyklistów. Postępuje dość szybko, wciągając co raz to więcej niewinnych ofiar. Mowa o KTM'ie. Pędziwiatr z kopem, który sprawia, że prócz uśmiechu na twarzy, również masz pełno błota, piachu i kurzu . Istnieje szczepionka zwana brak doświadczenia. Skutecznie chroni przed zarażeniem, aczkolwiek  najmniej dotkliwym niepożądanym działaniem leku jest ból czterech liter. Reszta wymaga długotrwalszej rekonwalescencji. 
To taka mała dygresja, ale do rzeczy.

Dynia. Dynia jest jak ziemniak - mdławy w smaku, ale dzięki mieszanką przypraw przenosi nas w całkiem inny wymiar. I nieważne czy jemy ją na słodko czy na ostro. Pamiętaj czytaczu, że spożywanie jej wzbogaca Twój organizm w witaminy, minerały a przy tym jest mało kaloryczna czyli, zamiast jednego kawałka ciasta z dynią możemy zjeść dwa.





  • 600g dyni
  • 3 średnie ziemniaki
  • średnia zielona papryka
  • średnia marchewka
  • średnia cebula
  • 500 ml wody
  • 100 ml śmietanki 30%
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka curry
  • 1/2 łyżeczki chili 
  • 1/2 łyżeczki imbiru w proszku 
  • 4-5 ziarenek kolendry 
  • 1/3 łyżeczki kminku
  • sól 
  • natka pietruszki
 Najpierw przygotowujemy warzywa. Dynię, ziemniaki, cebulę obieramy i kroimy w małą kostkę. Marchewkę po obraniu, kroimy w plasterki. 
 Ziarenka kolendry przed wrzuceniem miażdżymy. Najlepiej tłuczkiem, ale równie dobrze może być to młotek, butelka, mulititool - wszak jest uniwersalny w każdym miejscu lub co tam ciężkiego mamy pod ręką.
Do garnka wlewamy olej. Następnie wrzucamy czosnek i przyprawy.
  Chwilę smażymy aż mieszanka wytworzy aromatyczną woń. W tym momencie dodajemy cebulę i całość lekko solimy. Spowoduje to, że warzywo puści sok i mieszanina nie przypali się. Oczywiście nie odkręcajmy gazu na cały zycher, ma się to smażyć powoli. 
Dodajemy ziemniaki, marchewkę i pokrojoną w kostkę paprykę. Całość dusimy około 2 minut. Dodajemy dynię, zalewamy wodą i gotujemy pod przykryciem koło 25 minut. 
Dolewamy śmietankę i doprawiamy solą. 

Podajemy posypaną natką pietruszki. 

Smacznego!