Swoją drogą to straszne. Siedzisz i myślisz o zimie, motocyklu, sezonie, który miał trwać, ale pogoda wzięła się i zepsuła... Pozostaje ukrycie się w kuchni i przeczekanie tych paru tygodni, nim znów powróci wiosna.
Ale nie o tym miałam pisać.
Nie ukrywam, że przepis jest pracochłonny, ale naprawdę warto.
biszkopt kakaowy
- 3 białka
- 3 żółtka
- 2/3 szklanki cukru
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej
- 3 łyżki mąki pszennej
- 2 łyżki kakao
krem aroniowy
- 5 łyżek frużeliny z aronii - chociaż równie dobrze możecie zastąpić go dżemem z porzeczki bądź jakimkolwiek innym, z kwaśniejszych owoców
- 330 ml śmietanki 30%
- 1/4 szklanki rozpuszczonej galaretki cytrynowej lub mieszaniny żelatyny
- 2 łyżki cukru pudru
krem mascarpone
- 250g serka mascarpone
- 200ml śmietanki 30%
- 2 łyżki cukru pudru
- 1/4 szklanki galaretki lub mieszaniny żelatyny*
ganasz czekoladowy
- 150g czekolady gorzkiej
- 6 łyżek śmietanki 30%
poncz
- 1/4 szklanki nalewki różanej, może być każda inna
- 1/4 szklanki gorącej wody
*mieszanina żelatyny, to nic innego jak dwie łyżki żelatyny rozpuszczone w 100ml gorącej wody
Piekarnik nastawiamy na 170 stopni.
Białka ubijać na średnich obrotach. W momencie gdy lekko zaczną się pienić, zacząć dosypywać po trochu cukier. W ostateczności otrzymujemy błyszczącą, zwarta pianę.
Dodajemy żółtka i mąkę. Całość delikatnie mieszamy. Możemy użyć miksera, ale zróbmy to na najwolniejszych obrotach.
Blachę o wymiarach 26x32 wykładamy papierem do pieczenia. Nie panikujmy, jeśli takiej nie mamy. Forma może być dowolna. Równie dobrze, możecie użyć małej tortownicy 20-tki i przeciąć placek na dwie części. Wtedy wydłużacie czas pieczenia o 10- 15 minut. Najlepiej stopień upieczenia sprawdzać patyczkiem.
Masę równomiernie rozkładamy. . Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 20 minut. Ze względu, że jest to cienki placek, pilnujemy by ciasto się nie przypiekło. Po upieczeniu odstawiamy do ostygnięcia.
Galaretkę cytrynową lub dwie łyżeczki żelatyny zalewamy pół szklanki gorącej wody. Mieszamy do rozpuszczenia.
Frużelinę lub dżem mieszamy z 1/4 mieszaniny żelatynowej. I tu są dwie opcje. Albo możemy ją przetrzeć przez sitko, przez co pozbędziemy się pestek albo zostawić tak jak jest. Wasz wybór.
Śmietankę ubijamy i gdy już się lekko zsiądzie, dodajemy masę owocową.
Mascarpone ubijamy na wolnych obrotach z pozostałą częścią mieszaniny żelatynowej. Do lekko spulchnionej masy dolewamy śmietankę i miksujemy - również na wolnych obrotach.
Robimy poncz, czyli łączymy nalewkę z wodą i mieszamy.
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Dodajemy śmietankę i mieszamy. Odstawiamy do przestygnięcia.
Placek kroimy na dwie równe części.
Spód nasączamy ponczem. Ja do tego używam najzwyklejszego pędzla - takiego do malowania. Świetnie się sprawdza.
Nakładamy masę owocową. Wyrównujemy i przyciskamy drugim plackiem. Ten również nasączamy i kładziemy na niego warstwę z mascarpone.
Wyrównujemy. Polewamy ganaszem. Wstawiamy do lodówki na minimum kilka godzin, a najlepiej zostawić na noc. Najlepszy po 24 godzinach, chociaż wątpię, że przetrzyma tyle czasu.
A na koniec, skoro to pierwszy post, taka mała prywata. Chciałabym bardzo podziękować Adze, Marlenie, Tymowi i Dobrej Duszyczce. W pewien sposób, przyczyniliście się do powstania tego bloga.

Najtrudniejszy zawsze pierwszy krok:) powodzenia!:) pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo! Pozdrawiam :)
Usuń